wtorek, 21 marca 2017

Ghost of Mae Nak (aka Duch Mae Nak); Tajlandia

Tajlandia to państwo, które nie tylko lubi się bawić, a swoje uroczystości przyozdabia niemalże wszystkimi kolorami tęczy i niesamowicie żywiołowym charakterem, ale to również kraj obfitujący w najrozmaitsze legendy, duchy, zjawy i upiory...Dla fana grozy, to prawdziwa gratka, gdyż kino grozy z tego właśnie kraju, karmi nas - miłośników horroru naprawdę najrozmaitszymi straszydłami. Duchy w Tajlandii są wszechobecne. W dużej mierze składają się na to wierzenia Tajów, które są przez nich traktowane śmiertelnie poważnie.
Liczne legendy o duchach przeplatały się przez wieki z buddyjskimi wierzeniami, aż do dnia dzisiejszego przybrały najrozmaitsze współczesne formy. Na każdym niemal kroku można spotkać świątynie (większe i mniejsze), ołtarze poświęcone duchom, na których składa się tacki z jedzeniem i piciem dla tych niematerialnych bytów, aby te zostawiły domowników w spokoju. Najedzone i napite nie będą ich nękać. 
Są też jednak duchy, których na ziemi trzyma miłość. Są one wstanie przeniknąć do świata materialnego tylko po to, aby być przy ukochanym (zazwyczaj są to duchy żeńskie). Takim właśnie duchem jest najbardziej znany tajski duch młodej kobiety - Mae Nak.

Mak i Nak to para nowożeńców, którzy kupują starą posiadłość w Bangkoku. Wkrótce też wchodzą w posiadanie dziwnej starej broszki. Po niedługim czasie małżeństwo zaczyna być nawiedzane przez Mae Nak Phrakhanong - legendarnego tajlandzkiego ducha. Mae Nak zaczyna ochraniać posiadłość, jednak staje się jasne, że za jakiś czas duch będzie żądał czegoś w zamian. Mak, zapada niespodziewanie w śpiączkę, a jego młoda żona musi ekshumować zwłoki Mae Nak z ukrytego grobu, a by uratować swojego nowo poślubionego ukochanego, a jednocześnie sprawić, aby duch Mae Nak mógł odejść w spokoju.

Każdy szanujący się fan azjatyckiej grozy zapewne zna legendę o Mae Nak - najbardziej znanym tajskim żeńskim duchu. Zgodnie z miejscowym folklorem, historia Mae Nak opiera się na autentycznych wydarzeniach, które miały miejsce za panowania króla Rama IV (lata panowania: 1851-1868).
Jest to opowieść o młodej i pięknej kobiecie imieniem Nak, która mieszkała wraz z ukochanym mężem Makiem nad brzegiem Kanału Phra Khanong. Kiedy Nak zaszła w ciążę, jej mąż został powołany do wojska i wysłany na wojnę, gdzie został poważnie ranny. Podczas, gdy dochodził do zdrowia w centrum Bangkoku, Nak oraz jej dziecko ponieśli śmierć podczas trudnego porodu. Kiedy Mak wraca do domu, tam czekają na niego...kochająca żona wraz z dzieckiem. Wkrótce zaczyna dochodzić do dziwnych zdarzeń: sąsiedzi, którzy chcą ostrzec mężczyznę, że mieszka z duchami, są zabijani.
Pewnego dnia, kiedy Mak przygotowuje Nam phrik (rodzaj potrawy), odkrywa, że jego żona faktycznie jest duchem. Przerażony pragnie uciec. Musi jednak to zrobić tak, aby Nak jego nie widziała. Udaje mu się to, kiedy idzie w nocy ,,za potrzebą''.
Mak skrywa się w świątyni, do której duchy nie mogą się dostać i Nak nie jest w stanie go odzyskać.
Wściekła i smutna Nak terroryzuje mieszkańców wioski, obwiniając ich o to, że mąż ją opuścił.

Taki jest główny aspekt legendy o Mae Nak, choć, jak to z legendami bywa - istnieje kilka wersji tej historii.
Horror, który wyszedł spod klapsa brytyjskiego reżysera, Marka Duffielda jest niczym innym, jak reinterpretacją tej znanej i tradycyjnej tajskiej opowieści o jednym z najbardziej znanych duchów. Wszystko jednak zostało ,,wtopione'' do świata współczesnego, gdzie stare domostwa kontrastują z wielkimi nowoczesnymi budynkami w centrum Bangkoku. Do tej pory wszystkie ekranizacje tej legendy nie rozgrywały się współcześnie, a miały miejsce w przeszłości. Tu Duffield zastosował nieco innowacyjności, co okazało się całkiem ciekawym pomysłem i wielu widzom do gustu przypadło.
Należałoby więc teraz zapytać, jak wyszedł ten horrorowy debiut Brytyjczykowi? Odpowiedź jest prosta - wyszedł bardzo ciekawie i niemniej efektownie.

To, co przyciąga od razu uwagę widza, to prędkość rozwoju akcji. Tu nie ma czasu na nudę, wszystko rozkręca się dość sprawnie i prężnie. Z minuty na minutę robi się coraz bardziej ciekawie i widzowie raczej nie powinni narzekać na jakieś flaki z olejem. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na to, że film podzielony jest na dwie tak naprawdę części. Pierwsza cześć, to poznanie głównych bohaterów, ukazanie ich szczęścia spowodowanego zawarciem związku małżeńskiego, jak również kupnem własnego domu. Tu akcja rozgrywa się miarowo i jest spokojnie. Co jakiś czas tylko ukazaną sielankę młodych zakochańców przerwą nagłe pojawienie się ducha Mae Nak czy krótkie scenki śmierci poszczególnych osób związanych w jakiś sposób z Nak i Makiem.
Kiedy na skutek umyślnego spowodowania wypadku Mak traci przytomność i zapada w śpiączkę, jego ciało zostaje opanowane przez ducha. Tu już robi się wówczas dużo bardziej ciekawiej i właśnie w tym momencie rozpoczyna się druga część fabuły, w której widzimy skutki opętania. Jednak opętanie to nie wszystko, co serwuje nam Duffield. Z każdą chwilą bezradna Nak popada w coraz większe szaleństwo. Wie, że jej ukochany znajduje się w ogromnym niebezpieczeństwie i mimo wszystkich przeciwności i sceptycyzmu ze strony przyjaciół, uparcie podejmuje się najróżniejszych (niekiedy dziwacznych) czynów, aby ,,wyrwać'' z rąk upiora swojego Maka. Jej desperacja jest naprawdę ogromna i tylko podziwiać za taką wytrwałość i samozaparcie, no ale czego się nie robi dla miłości... Kolejnym ciekawym aspektem w tej części filmu są sceny morderstw. Może nie jest ich jakoś szalenie wiele, ale cieszy fakt, że te co są, pokazane są w całej okazałości. Nie zabraknie odcinanych głów czy przepołowienia ciała przez spadającą szybę. Krew i trzewia będą na ekranie widoczne, więc proszę mi nie kręcić nosem, że jest źle...

Rozpatrując ten film w kategorii ,,asian ghost story'', jest to zgoła nieco odmienna historia od wielu innych nam znanych. Jak wiemy, azjatyckie duchy zazwyczaj nie oszczędzają nikogo i w akcie zemsty i ogromnego gniewu, mordują brutalnie wszystkich, jak leci. Tu można zauważyć, że duch Mae Nak chroni głównych bohaterów i zabija tylko tych, którzy chcą im w jakiś sposób zaszkodzić. Jak jednak wiadomo - nie ma nic za darmo.

Jeśli chodzi o stronę wizualną, to raczej nie będę się wielce czepiać. W scenach śmierci poszczególnych bohaterów, wykorzystano efekty komputerowe, które nie zawsze wyglądają autentycznie i na nie ewentualnie można nieco ponarzekać (gdyby się człowiek uparł), jednak jakoś nie ujmują one niczego w odbiorze filmu, więc przyjmę, że jest okey. Skoro w tytule jest ,,duch'', to należałoby małe co nieco i o naszym duchu wspomnieć. Ano jest i owszem - stereotypowa długowłosa i blada upiorna postać, która dodatkowo rozdziawia paszczę, odkrywając zamiast zębów czarną czeluść. Hm, specjalnie nie przerazi, ale na własne oczy raczej nie chciałabym takiej zjawy zobaczyć.
Ogólnie film, jak na horror przystało ma mroczną oprawę wizualną. Tam, gdzie ma być straszno, to i straszno jest. Muzyka również uszu nie drażni i potęguje niekiedy nastrój grozy.
Dużym plusem są tu również sami aktorzy, a zwłaszcza odtwórcy głównych ról, którzy zagrali naprawdę wiarygodnie i dzięki temu właśnie, zarówno i oni, jak i sam film zdobył w Tajlandii olbrzymią popularność.

Ghost of Mae Nak, to naprawdę ciekawy film grozy. Jego sukces zarówno w rodzimej Tajlandii, jak i na świecie uważam za w pełni zasłużony. Jest nakręcony przyzwoicie, wizualnie też nie razi, ma kilka ciekawych efektów (aczkolwiek nie powalających) i świetną grę aktorską, a jego wisienką na torcie będzie z pewnością ciekawa historia bazująca na tajskiej legendzie. Już chociażby dlatego, aby się z nią zapoznać, warto za film Duffielda chwycić.

Reżyseria:
Mark Duffield

Scenariusz:
Mark Duffield

Rok produkcji:
2005

Obsada:
Pataratida Pacharawirapong
Siwat Chotchaicharin
Porntip Papanai
Kowit Wattanakul
Jaran Ngamdee
Karnjanaporn Plodpai
Ammara Assawanon
Marasri Issarangkul Na Ayuttaya
Nirun Changklang
Pitt Imaurb
Natheeporn Chuerbandit
Thanadet Meeprasert
Wattana Koomkrong
Sin Kaewpakpin



3 komentarze:

Rodriqes pisze...

Jest dobrze. Na początku trochę mi się wlókł, ale potem się rozkręciło i ostatecznie oglądało się fajnie. :)

Alicja Galicińska pisze...

Tajskie horrory powoli pną się coraz to bardziej do góry i bardzo mnie to cieszy, gdyż groza z tego kraju jest naprawdę bardzo ciekawa i niekiedy bardzo przerażająca. ,,Ghost of Mae Nak'' może aż tak przerażający nie jest, ale z pewnością jest to horror, na którym warto oko zawiesić. Miłe spędzenie czasu. Mi bardzo się podobał.

Deicide666 pisze...

Mi również się podobał, choć mam nieco zastrzeżenia co do samego ducha. Niby tak, jak autorka recenzji napisała: stereotyp azjatyckiej zjawy, ale w przeciwieństwie do wielu, inne potrafiły autentycznie przerazić. Mae Nak z uwspółcześnionej wersji legendy aż tak przerażającym duchem nie jest. To chyba jedyny minus. Ogólnie jest ok, klimat trzyma poziom mrocznego horroru, sama historia bardzo ciekawa, więc jest naprawdę bardzo dobrze...choć tajska groza już mnie do tego przyzwyczaiła.